Face&Look > Co robi Małgorzata Potocka, by być piękna

Co robi Małgorzata Potocka, by być piękna

Wygląda młodo, i tak samo żyje. Jest zawsze uśmiechnięta i w doskonałej formie. I wie, że zawsze taka już będzie, bo... podpisała pakt o wiecznej młodości. Wcale nie z diabłem!

Jak Pani to robi, że wcale się nie starzeje? Niejedna kobieta chciałaby odkryć ten sekret!
To żaden sekret – proszę mi wierzyć – ja po prostu... młodo żyję. Jestem zodiakalnym Lwem. Kocham świat i dostrzegam jego piękno. A ktoś, kto tak strasznie kocha życie, nie starzeje się!

Tak łatwo nie wymiga się Pani od odpowiedzi! Na czym polega ta życiowa zachłanność?
Na rozwoju. Jestem z natury ciekawska. Wciąż coś nowego zgłębiam, czegoś nowego szukam. Ciągle mnie nosi. Napiszę nowy scenariusz, wyreżyseruję film - mam milion pomysłów na życie, oczywiście wszystkie chcę wprowadzić w czyn i to najlepiej jednocześnie. (śmiech)
Jeżeli kobiety oczekują, że zdradzę tu cudowną receptę na młodość, to je rozczaruję – myślę, że młodość nie jest zasługą ani drogich kremów, ani jeszcze droższych zabiegów w klinikach kosmetycznych. To przecież stan umysłu! No i może jeszcze genów. Moi rodzice byli bardzo witalni - odziedziczyłam te cechy po nich. Z drugiej jednak strony... skoro dziś jest do wyboru tyle cudownych zabiegów z zakresu medycyny estetycznej, to dlaczego z nich nie skorzystać?

Czyli jednak?...
W wieku dojrzałym trzeba skórze pomóc. Dlatego od pewnego czasu poddaję się mezoterapii w salonie La Perla. Kolagen i kwas hialuronowy działają cuda! Nie tylko poprawiają jędrność skóry, ale wręcz zatrzymują proces starzenia. Oczywiście, to jak wyglądamy, jak się czujemy, a nawet jaki mamy humor, zależy też od codziennej porcji gimnastyki i diety.

Podobno zmieniła Pani nawyki żywieniowe? I też nie opierają się na żadnej diecie-cud?
Pięć lat temu odkryłam u siebie poważną alergię pokarmową. Okazało się, że nie mogę jeść nic z pudełka, nic z puszki, nic ze słoika, nic farbowanego itd. Zmuszona więc byłam zmienić swoją dietę. Przeczytałam parę mądrych książek na ten temat, polecam np. „Wiem, co jem”, i obiecałam sobie, że będę gotować z głową. Zakupy robię wyłącznie w sklepach ze zdrową żywnością i produktami organicznymi, czyli z ekologicznych gospodarstw. Jeśli muszę kupić coś innego, uważnie czytam etykiety. Co jednak ciekawe - od tego czasu zaczęłam młodnieć! Moja skóra wygląda lepiej, i ja sama mam znacznie więcej energii. Budda mówi: „jesteś tym, co jesz” - tego się więc trzymam. Od dawna hołduję zasadzie slow life, ona daje mi szczęście.

Slow life – czyli uważne życie. Tylko co to oznacza w praktyce?.. Poproszę o konkret.
Dbam o dobre relacje z córkami. Nie mówię im, jak mają żyć. Unikam ludzi ze złą energią. Kiedyś miałam mnóstwo znajomych, dziś wolę tych sprawdzonych. A zamiast pójść na branżowy bankiet, wolę zaprosić przyjaciół do domu na dobrą kolację i lampkę wina.

I czym ich Pani wtedy podejmuje? Co jest Pani specjalnością kulinarną?
Ryby, pod każdą postacią. Ale uwielbiam też jarzyny i potrafię je przyrządzać na miliony sposobów. Używam bardzo dużo przypraw, więc smaki moich potraw cały czas się zmieniają. Przeważnie są to wschodnie inspiracje. Używam przy tym sporo ziół, które zawsze chętnie przywożę z moich podróży po całym świecie. Moja kuchnia jest lekka. Dużo w niej owoców i kasz. Najczęściej przyrządzam moją ukochaną kaszę jaglaną, robię z niej właściwie wszystko: od zapiekanek po kotleciki. Tak samo szaleję z kaszą quinoa. Tania nie jest, ale jak smakuje!

Sport uprawia więc Pani tylko dla przyjemności? Bo zbędnych kalorii zbijać nie musi...
Zawsze ćwiczyłam dla przyjemności. Teraz robię to jeszcze dla zdrowia. Od kiedy zaczął mi szwankować kręgosłup, przestałam co prawda intensywnie biegać (przez 11 lat pokonywałam 6 kilometrów dziennie!), za to przerzuciłam się na nordic walking. Latem pływam w basenie albo w morzu. Ponadto, od ponad 30 lat jeżdżę regularnie do ośrodka „Bal-Tur” w Jastrzębiej Górze. Tam jest strasznie ciężki obóz odnowy biologicznej: dziennie 6 godzin ćwiczeń, bicze wodne, ścieżka zdrowia z nordic walking oraz restrykcyjna dieta. Oczywiście czasami zdarza mi się spędzić miły czas w jakimś pięknym SPA - ale traktuję to tylko jako dodatkowy relaks.

Podobno jest Pani także zapaloną joginką?
Tak, ćwiczę ją regularnie od 15 lat, bo ona utrzymuje mnie w dobrej kondycji. Każdego ranka wykonuję kilka ćwiczeń - głównie rozciągających i wzmacniających - a trzy razy w tygodniu półtoragodzinny program. Joga, w ogóle sport, pomaga mi nie tylko na ciało, ale i na głowę: kiedy mam jakieś problemy albo jestem w depresji, zaczynam intensywnie ćwiczyć. Polecam!

Takiej niepoprawnej optymistce depresja nie grozi! A poza tym jest Pani przewidująca – słyszałam, że uzgodniła już Pani z córkami, jak mają zadbać o matkę na stare lata?
Oczywiście! Lepiej pomyśleć o tym zawczasu! (śmiech) Dałam im do podpisania dokument, w którym zażyczyłam sobie: witaminy, fryzjera, pedikiur, manikiur, fitness, masaże, lifting, i że nie oddadzą mnie do przytułku. Tego ostatniego, co prawda, nie chciały mi zagwarantować i ostro negocjowały: „a jeśli na stare lata zwariujesz, jak z tobą wytrzymamy?” No, ale jakoś je przebłagałam, podpisały pakt. Mogę więc spać spokojnie: będę zadbaną staruszką. (śmiech)

Mój ulubiony kosmetyk to: nawilżający krem Repagen Noir firmy Klapp oraz serum Flavo-C, firmy Auriga
W torebce zawsze ze sobą noszę: pomadkę Lip Sense Cosmetics kolor Pink Shimmer albo Mac Grapefruit
Ostatnim moim odkryciem kosmetycznym jest: serum Essence firmy Sebo Calm

Rozmawiała Ewa Anna Baryłkiewicz